Msza Święta z okazji urodzin bł.Edmunda

Co roku w listopadzie spotykamy się na niedzielnej mszy świętej w kaplicy i w szczególny sposób wspominamy patrona naszej ochronki – bł. Edmunda Bojanowskiego. Miłośnika polskiego folkloru, literata, społecznika, patriotę i serdecznie dobrego człowieka – jego postawa i czyny inspirują do dziś. Są wciąż aktualne i bardzo potrzebne w wychowywaniu dzieci do życia w dzisiejszym świecie. Pomagają w wychowywaniu do samodzielności, odpowiedzialności, wrażliwości na innych i nade wszystko – rozwijania osobistej więzi z Bogiem. Stąd w naszej Ochronce msza święta ( w tym roku była 19 listopada), stąd śpiewanie pieśni na melodię Roty, prezentowane przez dzieci tańce ludowe i wspólnie z rodzicami przygotowywane krótkie przedstawienia na podstawie opowiadań bł. Edmunda. Opowiadania o tym, jak prosta może być relacja z Bogiem, jak oczywistym – pomaganie i współczucie, jak pięknym może być życie, skoro tylko nasza wiara jest żywa. Z Dzienników: 26 kwietnia 1853 – Zdziwiłem się dzisiaj, gdy wchodząc na górę po schodach, powitało mnie z wyraźną radością i wyciągniętymi rączkami dziecię około trzech lat mające, Marynka (…) która przedtem była wielce nieśmiała. (…) Przypomniałem sobie, iż wczoraj (…) zastałem to dziecię, jak zakłopotane usiłowało drugiemu, mniejszemu jeszcze od siebie dziecięciu ułatwić zejście ze schodów (…) kiedym właśnie nadszedł i dopomogłem obojgu. To scena jakby przeniesiona z naszego przedszkola. Dziecko, które choć małe i samo często bezradne, nie zostawia bez pomocy jeszcze mniejszego od siebie malucha. Wrażliwy opiekun pomaga obojgu. „I mnie, mój Boże ciężko, bardzo ciężko, ale wolę ja mieć kłopot, niż pozostawić kogoś w kłopocie” – pisze bł. Edmund. Trochę nas, rodziców, bawi, ale też wzrusza i skłania do refleksji sposób, w jaki nasze córki opowiadają o świętym patronie mówiąc o nim po prostu: „Edmund”, jakby był jednym z nauczycieli czy prowadzących zajęcia dodatkowe w przedszkolu. Nie postacią historyczną, ale realnie mającym wpływ na nich przyjacielem. Myślę, że on patrzy na to „spoufalanie się” ze swoim łagodnym uśmiechem i wyrozumiałością. Daleki był od stawianie siebie w roli posągowego i niedostępnego. Przecież dzieci jemu współczesne „wyczuwając jego autentyczną miłość, spontanicznie nazywały go „tatą”” (pisze s. Małgorzata Schmidt) To dobry moment, żeby podziękować siostrom i nauczycielkom, które w pracy z naszymi dziećmi oprócz uczenia matematyki czy wiedzy o przyrodzie, pokazują im również perspektywę świętości – prawdziwego i dobrego życia na tym świecie z nadzieją na życie wieczne. Iwona Piotrowska – mama Anielki i Jagódki
Zapraszam do obejrzenia zdjęć z mszy: photos.app.goo.gl/xrXv2gc46edMfYqN8